Są w naszym kraju osoby,
które stoją ponad prawem. Wśród nich jest zarząd sieci Biedronka, który przez
wiele lat dopuszczał do nieprawidłowości i łamania czasu pracy, a wymiar
sprawiedliwości i organy ścigania nie widzą żadnego problemu – mówi Edward
Gollent, przewodniczący Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Wielkie Sieci
Handlowe Biedronka. Wczoraj przed Ministerstwem Sprawiedliwości odbyła się
pikieta b. pracowników sklepów należących do portugalskiej spółki Jeronimo
Martins Dystrybucja, organizacji pozarządowych walczących o prawa kobiet i
prawa pracownicze wspieranych przez związkowców z sieci handlowych.
Ministrze, rozlicz
Biedronkę! – domagali się pikietujący. Przywołują przypadki śmierci pracowników
tej sieci handlowej. 30-letnia kierowniczka sklepu w Lęborku popełniła
samobójstwo w 2006 r. Przyczyną – jak twierdzi rodzina – było psychiczne
znęcanie się nad nią przez kierownika regionalnego sieci. Józef Lubiński,
84-letni klient sklepu, został przygnieciony przez wózek towarowy prowadzony
przez człowieka bez odpowiedniego przeszkolenia. Aneta Glińska zmarła w wyniku
pęknięcia tętniaka. Okazało się, że doprowadziło do tego przepracowanie.
Kobietę wyciągnięto z domu podczas dnia wolnego i kazano rozładowywać towar,
choć nie mogła dźwigać ciężarów. W ostatnich dniach sprawa została umorzona
przez prokuraturę.
Członkowie stowarzyszenia
twierdzą, że prawnicy sieci sfałszowali raport z wypadku kobiety. Jej sprawa
była jedną z kilku przedstawionych wczoraj przez pikietujących ministrowi
sprawiedliwości Zbigniewowi Ćwiąkalskiemu.
Jak się dowiedzieliśmy, minister doradził, aby bliscy Anety złożyli zażalenie
na postanowienie o umorzeniu, bo decyzja nie jest jeszcze prawomocna. Zapewnił,
że sprawa zostanie objęta nadzorem Prokuratury Krajowej. Podobnie jak pozostałe
śledztwa dotyczące nieprawidłowości w Biedronce. Do końca maja prokuratury w
całym kraju mają poinformować Prokuraturę Krajową, na jakim etapie są śledztwa
związane z działalnością sieci portugalskiej spółki. Poszkodowani skarżą się
bowiem na przewlekłość prowadzonych postępowań i umorzenia ze względu na
przedawnienia.
Z informacji Ćwiąkalskiego
wynika, że zarzuty w sprawie nadużyć przedstawiono ponad 200 osobom, 16 aktów
oskarżenia skierowano do sądu, a w śledztwach jest ponad 53 tys. świadków, z
których nie wszystkich do tej pory przesłuchano. – Biedronka powinna rozliczyć
się z przeszłością, bo bezkarność jej władz daje przykład pozostałym sieciom
handlowym. I m.in. stąd w innych sieciach pracownicy organizują się w związkach
zawodowych, by bronić swoich praw – uważają organizatorzy manifestacji.
Bogumił Zawadzki,
przewodniczący Stowarzyszenia na rzecz Bezpieczeństwa Obywateli, mówił nam, że
jego organizacja przyłączyła się do protestu, bo w ogólnym pojęciu
bezpieczeństwa jest także bezpieczeństwo pracy. – Zdecydowaliśmy się poprzeć tę
akcję, bo jest nadmierna i niczym nieuzasadniona przewlekłość postępowań
przygotowawczych w stosunku do tych przedstawicieli kierownictwa sieci, którzy
dopuścili się czynów zabronionych w stosunku do określonych pracowników. Druga
sprawa – nie może być zgody społecznej na ignorowanie prawa przez jakąkolwiek spółkę
gospodarczą na terenie kraju. Tylko dlatego, że są obcokrajowcami, nie możemy
pozwolić, by łamali prawo tak w Biedronce, jak i w innych sieciach handlowych –
stwierdził.
Organizacje pozarządowe
domagają się dopuszczenia ich jako stron na etapie postępowań sądowych. Bo w
polskim prawie nie dopuszcza się, aby strona społeczna mogła składać np.
wnioski dowodowe w śledztwie. A wielu pracowników nie stać na adwokatów, którzy
stawiliby czoła prawnikom ogromnej spółki handlowej.
Z raportu pokontrolnego
Państwowej Inspekcji Pracy, która przez rok na zlecenie prokuratury w Gliwicach
sprawdzała, jak wygląda praca w sklepach Biedronki, wynika, że największym
problemem nadal pozostaje kwestia przestrzegania czasu pracy. Ponad połowa
pracowników miała w niewłaściwy sposób prowadzone akta osobowe, w prawie 40
proc. skontrolowanych sklepów stwierdzono nieprawidłowe prowadzenie ewidencji
pracy, niewypłacanie pieniędzy za przepracowane nadgodziny, pracę ponad
ustalony czas, nieudzielanie urlopów. Inspektorzy stwierdzili również brak
oznakowania niebezpiecznych miejsc w sklepie, złe wyposażenie łazienek i
szatni, zagrażające pracownikom ustawianie towaru np. w przejściach, lub
pomieszczeniach socjalnych.
W 57 przypadkach – zdaniem
kontrolerów – zaniedbania stwarzały zagrożenie dla życia pracowników. W jednym
ze sklepów kobieta przewoziła ręcznym wózkiem blisko tonę towaru. W 40
przypadkach o nieprawidłowościach powiadomiono prokuraturę. W ocenie inspekcji,
ciągłe kontrole sieci sklepów wielkopowierzchniowych doprowadziły do tego, że
sytuacja poprawiła się, choć nadal w wielu przypadkach stwierdzane są
nieprawidłowości.
Problem musiał być
zauważony. Inspekcja pracy natychmiast po sygnale wszczyna kontrolę. Dużo
gorzej jest w działaniach prokuratury. Stąd apel do Ćwiąkalskiego.
„Społeczeństwo oczekuje, że represja karna wobec osób uporczywie naruszających
prawa pracownicze dotykać będzie zarówno małych przedsiębiorców, jak i wielkie
korporacje zagraniczne. Śledztwo w tzw. sprawie Biedronki jest testem na
stosowanie w praktyce równości wobec prawa i wywiązywanie się organów państwa z
zadania obrony słabych i bezsilnych przed wielkimi i bezwzględnymi” – napisali
organizatorzy akcji do ministra sprawiedliwości.
Minister zapowiedział, że
Prokuratura Krajowa obejmie sprawy dotyczące sieci handlowych monitoringiem i
zaprosił przedstawicieli stowarzyszeń walczących o prawa poszkodowanych
pracowników na spotkanie za pół roku.
* * *
Wózek grozi w każdej chwili
Agnieszka
Zakrzewska, uległa wypadkowi w 2005 r., jest niepełnosprawna z zakazem
podejmowania pracy.
Jak doszło do Pani
wypadku?
– Do mojej osobistej tragedii. W 2005 r. podczas pracy spadłam z kosza na
makulaturę. To taka skrzynka ustawiona na paletę, do której wrzuca się kartony.
Później trzeba było do niej wejść, ugnieść, związać. Ja z tego spadłam. Na
początku 2006 r. zgłosiłam swój wypadek do inspekcji pracy. Ta podczas kontroli
uznała, że wypadek nastąpił w wyniku ewidentnego zaniedbania pracodawcy. Takie
urządzenie, do którego wrzucaliśmy makulaturę, łamie wszelkie przepisy i normy
BHP. Pracodawcy wystawili protokół pokontrolny na moją korzyść, ale nie zrobili
nic więcej. Nie uzyskałam od nich żadnej pomocy ani pieniędzy, które by mi
mogły pomóc w rehabilitacji. Wszystko musiałam robić na własną rękę.
Będzie domagała
się Pani zadośćuczynienia na drodze sądowej?
– W tej chwili jest przygotowywany pozew do sądu w Stowarzyszeniu
Poszkodowanych przez Biedronkę. Mecenas Lech Obara pomaga nam w załatwianiu
kwestii prawnych. Prowadził wcześniej moją sprawę z Zakładem Ubezpieczeń
Społecznych. ZUS nie chciał uznać bowiem, że moja niepełnosprawność jest
związana z wypadkiem przy pracy. Sąd Apelacyjny w Słupsku ostatecznie przyznał,
że mam 72 proc. trwałego uszczerbku na zdrowiu. W tej chwili poruszam się o
jednej kuli. A nikt nie jest w stanie przewidzieć, co będzie dalej. Ani
profesorowie, u których się leczę, ani rehabilitanci. W każdej chwili mogę być
zmuszona usiąść na wózek.
Co chce Pani
osiągnąć biorąc udział w akcji stowarzyszenia?
- Domagam się zmiany przepisów w kodeksie pracy oraz kodeksie postępowania
karnego. Chcemy, aby w sprawach karnych rodziny czy przedstawiciele organizacji
pozarządowych mogły być stroną w postępowaniu. Moja koleżanka Ania z Lęborka
popełniła samobójstwo w wyniku znęcania się psychicznego przez przełożonego.
Skąd teraz rodzina ma wziąć pieniądze na adwokatów? A sprawy są umarzane. Poza
tym bardzo bym chciała, aby łamanie przepisów dotyczących bezpieczeństwa i
higieny pracy było traktowane jak przestępstwo, a nie wykroczenie. Może w końcu
pracodawcy zaczęliby wprowadzać system zarządzania bezpieczeństwem w pracy i go
praktykować. A nie dawać tylko minimum wymagane w kodeksie. Jeśli kary byłyby
dostosowane do obrotów uzyskiwanych przez pracodawców, to może by się to
zmieniło.
Propozycje rządu
dotyczące zmian w prawie pracy zwiększają uprawnienia pracodawców nie
pracowników.
– Wiem o tym i to mi się bardzo nie podoba.
|