Wioletta K. do końca życia nie zapomni koszmaru, który zgotowała jej
szefowa. Przerażona pracownica Biedronki w Elblągu
(woj.warmińsko-mazurskie), której despotyczna kierowniczka Magdalena R.
(26 l.) zabroniła wyjść do toalety, zsikała się na oczach klientów
stojących w kolejce do jej kasy. -Myślałam, że pęknę. Prosiłam
kierowniczkę, żeby puściła mnie od kasy, chciałam iść do ubikacji, ale
ona zabroniła - mówi pani Wioletta. Kiedy wypowiada te słowa, chowa
swoją twarz w dłoniach, bo wciąż się wstydzi.
- Potem poprosiłam jeszcze raz, ale znowu mi zakazała odchodzić od
kasy. W końcu nie wytrzymałam i... - przerywa kasjerka z Biedronki.
Kiedy mocz spływał po jej nogach, kobieta myślała, że zapadnie się pod
ziemię. - Takie upokorzenie! - krzyczy pani Wiola. - Wszyscy patrzyli
na mnie w taki sposób, że ten wzrok pali mnie do tej chwili - mówi ze
smutkiem w głosie. W końcu zamroczona, w zasikanych spodniach kobieta
dotarła do łazienki. Ale nawet wtedy nie mogła liczyć na wyrozumiałość
szefowej. - Nawrzeszczała na mnie, że to nie jest przedszkole i muszę
sobie radzić w takich sytuacjach. Zapłakana wróciłam do domu-mówi
Wioletta K. Od tamtej pory pani Wioletta jest na zwolnieniu lekarskim.
Nie wyobraża sobie, żeby mogła wrócić do tej pracy, szczególnie, że jej
kierowniczka najpierw została dyscyplinarnie zwolniona, a później
przywrócono ją do pracy. Tą szokującą sprawą zajęła się już Państwowa
Inspekcja Pracy.
Na tym jednak nie koniec dramatu pani Wioli. Kilka dni temu ktoś
wybił szyby w oknach jej mieszkania. Czyżby to zemsta za to, że kobieta
poinformowała policję?
- Badamy, co się stało - kwituje sprawę Paweł Tymiński, rzecznik
firmy Jeronimo Martins Dystrybucja S. A., do której należy sieć sklepów
Biedronka. -Poza tym zaproponowaliśmy tej pani pracę w innym ze sklepów
naszej sieci - bezczelnie dodaje.
|