Po co nam rzecznik praw obywatelskich, skoro żyjemy w państwie prawa, mamy sądy, policję,prokuraturę?
Wierzy pan w to, co mówi?
Że żyjemy w państwie prawa? Tak jest przecież napisane w konstytucji.
Owszem, taka jest deklaracja. Tylko że my nie mamy jeszcze
państwa prawa, który to ideał daleki jest od rzeczywistości. Na razie
mamy państwo prawników, którzy zagwarantowali sobie przywileje
materialne, rozdali sobie funkcje, a kiedy ktoś chce ich zmusić do
obrony prawa, do obrony biednych, do efektywnej pracy albo po prostu do
obrony sprawiedliwości, podnoszą krzyk, że to zamach na demokrację.
Plany ograniczenia niezawisłości sędziowskiej i
uprawnień korporacji prawniczych, jakie miał minister Ziobro, nie były
dla demokracji groźne?
Znacznie mniej groźne od faktu, że system wymiaru
sprawiedliwości jest w zasadzie dysfunkcjonalny. Powiem rzecz straszną,
ale pod względem funkcjonalnym w PRL-u wyglądało to lepiej niż dzisiaj,
bo istniał rygor strachu, opresyjny system polityczny wymuszał pewną
efektywność. Gdy przeszliśmy na autentyczną niezawisłość, samorządność
i niezależność, mechanizm zaczął się rozłazić.
Jak to? Przecież sędziowska niezawisłość jest uważana za jedną z głównych zdobyczy III RP i gwarancję demokracji.
Tak, ale niezawisłość bez etosu, bez moralności, bez dobrej
tradycji i zwyczajów cywilizacyjnych powoduje paraliż i daje środowisku
poczucie bezkarności.
Środowisko prawnicze, czy ściślej sędziowskie, nie jest w stanie stworzyć od nowa swojego etosu w wolnej Polsce?
Po 1989 roku środowisko samo z siebie się nie oczyściło. Żaden
sędzia nie został skazany dyscyplinarnie za swoje działania w okresie
PRL-u. Co gorsza, 20 grudnia Sąd Najwyższy wydał uchwałę, która
zamknęła kwestię odpowiedzialności sędziów za wyroki wydawane w stanie
wojennym. Ze strony środowiska prawniczego nie było właściwie żadnego
protestu. Zresztą zupełnie jak przy wprowadzeniu stanu wojennego. A
jednocześnie sędziowie są zadziwiająco wyczuleni na zagrożenie ich praw
korporacyjnych. Wystarczy tylko wspomnieć o możliwości ich
ograniczenia, a zaraz jest krzyk o gwałconej niezawisłości, godności,
demokracji. Tak było przy każdej wypowiedzi ministra Ziobry,
nieprzychylnej wobec środowiska sędziowskiego. Przypomnę, że sędzia
Trybunału Konstytucyjnego zorganizowała manifest przeciwko polityce
karnej poprzedniego ministra sprawiedliwości. Manifest organizowany
przez sędziego Trybunału Konstytucyjnego?! Gdy zaprotestowałem,
usłyszałem w odpowiedzi, że robiła swój protest jako profesor, a nie
sędzia. Rozdwojenie jaźni? Gdy na wokandzie TK była sprawa ustawy
lustracyjnej, według moich szacunków ze składu orzekającego powinno się
wtedy wyłączyć, z różnych powodów, siedmiu lub ośmiu sędziów, co do
których zachodziło podejrzenie, że mogą być nieobiektywni. Nie wyłączył
się żaden.
Dość druzgocąca ocena środowiska sędziów. A inne prawnicze korporacje?
Wszystkie działają na podobnej zasadzie. Żadna nie potrafiła
wytworzyć prawdziwego etosu i każda zajmuje się przede wszystkim obroną
interesów swoich członków za wszelką cenę. Nie ma w nich realnej
odpowiedzialności dyscyplinarnej. Mój przyjaciel, amerykański profesor
prawa i adwokat mieszkający w Stanach, przysłał mi zestawienie, z
którego widać, jak w jego stanie adwokaci są wyrzucani z zawodu za
sprawy, za które u nas w najgorszym przypadku groziłoby im upomnienie.
Sytuacja w polskich korporacjach prawniczych jest patologiczna.
Zajmowałem się sprawą 60-letniego adwokata, który - według izby
adwokackiej - uchylał się "uporczywie" od płacenia składek. I w związku
z tym został wydalony z adwokatury - bez prawa powrotu! Proszę sobie
wyobrazić: adwokaci nie są wyrzucani z zawodu za bardzo poważne
przewinienia, za łamanie etyki zawodowej, za naciskanie na świadków,
ale za niepłacenie składek - tak. Dlatego w niedługim czasie zamierzam
wystąpić do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem w tej sprawie.
Czy minister Ćwiąkalski, który do niedawna sam był
członkiem korporacji adwokackiej, będzie miał dość determinacji, żeby
wystąpić przeciwko tym patologiom?
Wątpię. Trudno takiej determinacji oczekiwać od kogoś, kto się
wywodzi ze środowiska. Zwłaszcza że przecież do tej korporacji powróci.
Testem stosunku ministra Ćwiąkalskiego do patologicznej sytuacji będzie
jego reakcja na moje pisma dotyczące zapowiadanego strajku sędziów czy
przewlekłości niektórych postępowań.
Co pisał pan do ministra w sprawie protestu sędziów? Nie mają prawa dopominać się o większe pieniądze?
W prawidłowo funkcjonującym wymiarze sprawiedliwości pensje
sędziowskie powinny być oczywiście wyższe. Ale ich wzrost powinien być
elementem reformy wymiaru sprawiedliwości. Obecnie sędziowie, idąc
śladem prokuratorów, zapowiadają branie urlopów na żądanie, co oznacza
świadome obchodzenie zakazu strajku. To niedopuszczalne. Tym bardziej
gdyby w grę wchodziły zaświadczenia lekarskie, o czym pisała 17 marca
"Gazeta Wyborcza". Byłoby to sięganie po nielegalne metody. I to przez
sędziów, którzy przecież stoją na straży prawa. Spytałem więc Zbigniewa
Ćwiąkalskiego, jakie zamierza w tej sprawie podjąć kroki. Albo jesteśmy
w państwie prawa, albo nie.
No właśnie - wracam do pytania: mamy państwo prawa czy nie?
Niech pan sam oceni, ja tylko podam przykłady. Zwróciłem się
właśnie do ministra sprawiedliwości o wyjaśnienia w związku z procesem
generała Jaruzelskiego dotyczącym wydarzeń z 1970 roku. Ten proces trwa
17 lat! Wielu z nas tak się już do tego przyzwyczaiło, że nie czują już
żadnego oburzenia czy zdziwienia. A przecież ofiary wymagają
sprawiedliwości, a sprawcy mają prawo do uczciwego procesu w rozsądnym
terminie.
Mówimy o głośnej sprawie. A przecież co chwila
słyszymy o wyrokach trybunału w Strasburgu za przewlekłość postępowania
w sprawach zwykłych ludzi.
No to przykład dotyczący zwykłego człowieka. Jest sprawa, w której rozwód orzeczono po 20 latach.
Jak to możliwe? Przecież mamy ustawę o odpowiedzialności za przewlekłe postępowanie.
Mamy, ale ona nie funkcjonuje. Może nie powinienem przywoływać
osobistych przykładów, ale moje postępowanie o wieczyste użytkowanie
gruntu, gdzie na Saskiej Kępie stoi mój dom, trwa 60 lat.
Proszę?!
Nie przesłyszał się pan. 60 lat. Inna sprawa. Dwa lata temu
wyjechałem na jeden dzień za granicę, a po powrocie stwierdziłem z
żalem, że 70-letnie zdrowe drzewo na granicy mojej posesji zostało
wycięte. Sąsiedzi złożyli zawiadomienie do prokuratora. Raz, że drzewa
nie można wyciąć, ot tak sobie. Dwa, że skoro rosło częściowo na moim
terenie, potrzebna była także moja zgoda. Sprawa trwa od tamtego czasu
i prokuratura nie wykonała dotąd żadnej czynności. Prokurator
kilkakrotnie odmawiał wszczęcia postępowania, składaliśmy zażalenia.
Wreszcie jest nakaz, żeby postępowanie wszcząć. Ale to wszystko trwa.
Tymczasem czynności można było podjąć w ciągu tygodnia, gdyby
prokuratorowi się chciało. Zawsze się wtedy zastanawiam: jeśli ja
jestem bezradny wobec tego systemu państwa prawa (oczywiście, w
sprawach tych nie mogę używać przysługujących mi jako rzecznikowi
środków), to jak mogą funkcjonować w nim ludzie, którzy są słabi i
bezbronni?
System nie działa, więc ludzie piszą do rzecznika praw obywatelskich. Jak często?
W 2006 roku skarg było 49 tysięcy, w 2007 już 57 tysięcy.
To chyba niepokojący wzrost?
Niekoniecznie. Możliwe, że po prostu wzrosła świadomość ludzi,
którzy zaczynają się domagać swoich praw. W znacznej części spraw nasza
pomoc polega na wstępnej poradzie prawnej, co pokazuje, że świadomość
prawna Polaków jest niska i że nie wiedzą, z jakich instrumentów mogą
korzystać. Dlatego konieczne jest utworzenie systemu powszechnie
dostępnej pomocy prawnej i mój urząd nad takimi rozwiązaniami pracuje.
Planujemy także wydanie prostego i przystępnego poradnika o prawie,
który dostawałby każdy Polak wraz z dowodem osobistym.
Tymczasem minister Ćwiąkalski storpedował plany, aby doradcom prawnym przyznać uprawnienia do występowania przed sądami.
Nic dziwnego - to by była konkurencja dla korporacji
adwokackiej. Korporacje prawnicze są przeciwne każdemu upowszechnieniu
dostępu do usług prawniczych, ale na to nie można się godzić. Chodzi
nie tylko o dostęp do zawodu, ale także o dostępność usług prawniczych,
o które w Polsce jest wyjątkowo trudno. I tutaj zapowiadam swoje
działania.
Zdaje pan sobie sprawę z tego, że środowisko prawnicze pana nie kocha?
Byłoby chyba gorzej, gdyby było inaczej. Jestem po przeciwnej
stronie. Biednych i wykluczonych. Pokrzywdzonych między innymi przez
patologiczny system prawa.