<< powrót
Biedronka nie chce płacić
Nie doszło wczoraj do sądowej ugody pomiędzy stu byłymi pracownikami a siecią marketów Biedronka, która odmówiła wypłaty 3,5 mln zł za nadgodziny i pracę ponad siły
Właścicielem ponad 700 marketów jest portugalski koncern Jeronimo Martins Dystrybucja. 3,5 mln zł domaga się od niego stu byłych pracowników za ciężką pracę po godzinach i naruszenie dóbr osobistych. - Żadne dobra nie zostały naruszone. To ostateczne stanowisko sieci Jeronimo Martins Dystrybucja - odrzuciła ich żądanie reprezentująca właścicieli radca prawny Katarzyna Handschuh-Strugalska.
Na wczorajszą rozprawę do Sądu Pracy w Środzie Wlkp. przyjechała Bożena Łopacka, szefowa Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe "Biedronka". - 50 proc. kobiet w naszym stowarzyszeniu to inwalidki. Mają uszkodzone kręgosłupy, nogi, ręce. Pracowały po 12 godzin dziennie, siedem dni w tygodniu, ciągnąc palety cukru, oleju, napojów wbrew wszelkim normom polskim i europejskim - wyliczała po wyjściu z sali sądowej.
W zbiorowym pozwie, który w ub. roku trafił do sądu, byli pracownicy domagają się 830 zł za każdy przepracowany miesiąc. Twierdzą, że pracowali dwa razy więcej, niż powinni, więc należy im się dodatkowo równowartość każdej miesięcznej pensji; że sieć ich wyzyskiwała, bo w każdym ze sklepów pracowało ledwie siedem osób, głównie kobiety. Każda była tragarzem, rozładowywaczem, sprzątaczką, kasjerem i sprzedawcą. Tymczasem żadna nie miała badań lekarskich uprawniających do wykonywania równocześnie wszystkich tych zawodów. Miały pracować na 3/4 etatu, a w rzeczywistości harowały po 12 godzin.
Brak ugody oznacza, że dojdzie do procesów sądowych. Radca prawny stowarzyszenia Mirosław Guzik nie potrafił powiedzieć, czy będzie to jedna rozprawa, czy sto pojedynczych. Stowarzyszenie liczy na pomoc Prokuratury Krajowej, która nadzoruje śledztwo w sprawie wyzysku w Biedronkach.
Robert Rewiński, Poznań 24-02-2006
|