Biedronka przyniosła Annie śmierćAnia była radosną i pełną życia osobą. Popełniła samobójstwo. Osierociła 5-letniego syna. Policja bada, czy przyczyną tragedii był jej konflikt z szefem. Ania Daszkiewicz (32 l.) w lęborskiej Biedronce pracowała od 9 lat. Zaczynała jako kasjerka. Po kilku latach została kierowniczką sklepu. - Była radosna i pełna życia - mówi Katarzyna Harasimowicz, koleżanka. - Lubiła swoją pracę. Wszystko zmieniło się pod koniec grudnia. Kierownikiem lęborskiego regionu sieci sklepów Biedronka został Marek Rutkowski. - Ania zmieniła się nie do poznania - opowiada Krzysztof Daszkiewicz, brat tragicznie zmarłej kobiety. - Była coraz bardziej załamana. Mówiła, że nowy szef wmawia jej, że jest zerem. Nie spała po nocach. Trzęsła się na samą myśl, że musi iść do pracy. W końcu trafiła do psychiatry z objawami silnego załamania psychicznego. Musiała pójść na zwolnienie lekarskie i zażywać leki psychotropowe. Rodzina bała się zostawiać ją samą w domu. Zamieszkała z narzeczonym. Nie pozwoliło to jednak uniknąć tragedii. Ania odebrała sobie życie. Policja od razu wszczęła dochodzenie. - Mogę potwierdzić wątek konfliktu między pracownikiem a pracodawcą - mówi Andrzej Hachaj, rzecznik prasowy lęborskiej policji. W mieszkaniu Ani niczego nie zmieniono od chwili jej śmierci. Na podłodze leżą porozrzucane zabawki, na stole stoi zdjęcie 5-letniego chłopca, w przedpokoju damskie kapcie. Pracownicy sklepu, którego kierowniczką była Ania, nie chcieli z nami rozmawiać. Następnego dnia po pogrzebie wszyscy założyli czarne opaski na służbowe identyfikatory. Marek Rutkowski zaraz po tragedii wziął zwolnienie lekarskie. - Ta śmierć jest dla mnie wielkim szokiem. Bardzo to przeżywam, ale nie czuję się winny - mówi.
|