<< powrót


Biedronka nie chce płacić milionów za nieludzką pracę

Była pracownica lęborskiej Biedronki twierdzi, że praca ponad siły przy rozładunku towarów w sklepie doprowadziła ją do kalectwa. Przed sądem pracy domaga się od spółki Jeronimo Martins Dystrybucja (JMD) renty w wysokości ponad 1,1 tys. zł.

Bożena Zielke, 47-letnia mieszkanka Lęborka, w latach 1999-2005 była zastępcą kierownika i równocześnie kasjerem-sprzedawcą w tamtejszej Biedronce.

- Normą było, że rozładowywałam także towar z tirów i ciągnęłam bardzo ciężkie palety - czasami ważyły 500 kg, a czasami nawet tonę. Pracodawca kazał mi to robić, ale podczas badań okresowych nikt nie zbadał mnie pod kątem możliwości tak wyczerpującej pracy fizycznej - opowiada pani Bożena.

Gdy silny ból pleców nie pozwolił jej dłużej pracować, udała się do lekarza. - Badanie wykazało, że nie mogę dźwigać więcej niż pięć kilogramów, bo mam chory kręgosłup. Wtedy JMD wypowiedziała mi pracę - dodaje Bożena Zielke.

Zdesperowana postanowiła domagać się od byłego pracodawcy zapłaty za utracone zdrowie. Dziś przed sądem pracy w Lęborku ma się odbyć pierwsza rozprawa w tym precedensowym procesie. Opiekę prawną Bożenie Zielke zapewniło Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe Biedronka.

- Choroby kręgosłupa wynikające z długotrwałego, ręcznego rozładunku towarów z przekroczeniem norm BHP co do ciężaru, nie są wymienione w wykazie chorób zawodowych. Dlatego poszkodowany pracownik nie może liczyć na rentę z ZUS - mówi prawnik stowarzyszenia Lech Obara. - W tej sytuacji rentę powinien wypłacać sprawca choroby, który naruszał przepisy BHP.

Prawnik zapowiada, że podobnych procesów przeciwko JMD będzie więcej. - Kilka pozwów inwalidek z Biedronek jest już złożonych w sądach, a kilkadziesiąt kolejnych kobiet zbiera potrzebną do tego dokumentację - dodaje Lech Obara.


Grzegorz Szaro