<< powrót


Kasjerka walczy ze sklepem

Dorota Dracewicz pracowała w Biedronce niecałe dwa lata. Rozładowywała tiry, ciągnęła wózki z setkami kilogramów towarów. Dziś chodzi z trudem. Przeszła operację kolana i przepukliny. Jest bezrobotna. Ma 26 lat. Wytoczyła Biedronce proces.

- Miałam pracować jako kasjer-sprzedawca, ale tak naprawdę robiłam wszystko - sprzątałam, rozładowywałam tiry, układałam towary na półkach, ciągnęłam wózki z paletami - wylicza Dracewicz

W lipcu 2006 r. poszła na zwolnienie lekarskie. Przeszła operację stawu kolanowego oraz przepukliny. Gdy w kwietniu 2007 r. wróciła do pracy, przynosząc lekarski zakaz dźwigania ciężarów ponad 5 kg, pracodawca rozwiązał z nią umowę.

Paweł Tymiński, rzecznik Jeronimo Martins Dystrybucja SA, portugalskiego właściciela sieci: -W sklepach sieci Biedronka są przestrzegane wszystkie przepisy BHP. Każdy pracownik przechodzi odpowiednie szkolenia. Sklepy są także wyposażone w niezbędny sprzęt umożliwiający wykonywanie pracy przez kobiety - m.in. wózki elektryczne do transportu towarów.

Dorota Dracewicz twierdzi, że wózek najczęściej był niesprawny, a wtedy trzeba było ręcznie ciągnąć towar ważący nieraz tonę.

- Pracownik przed podjęciem pracy zobowiązany jest dostarczyć zaświadczenia lekarskie. Jeśli pani Dracewicz została do pracy dopuszczona - mówi Tymiński

Dorota Dracewicz: - Przed przyjęciem do pracy Biedronka dała mi skierowanie do lekarza. Tam było napisane, że będę pracować na stanowisku kasjer-sprzedawca, a nie zajmować się rozładowaniem towaru. Lekarz od razu przystawił pieczątkę. Dziś Dracewicz jest bezrobotna, bo nawet w sklepie tekstylnym nie chcą pracownicy, która może podnosić do 5 kg.

 


Iwona Trusewicz