<< powrót
A tak się dzisiaj pracuje w biedronce
Za osiemset złotych pracują dwanaście godzin
dziennie, biorą godziny nadliczbowe,
rozładowują tiry, dźwigają stukilogramowe
ciężary, sikają i jedzą na zaś na cały dzień. Tak
wciąż wygląda rzeczywistość kasjerek
w supermarketach..
W wielu sklepach
kasjerki, które
mają siedzieć przy
kasach,
w rzeczywistości
są tragarzami,
magazynierami,
biuralistkami
i sprzątaczkami
Fot. Beata Zaborowska |
Przychodziłam do pracy na szóstą
rano
- opowiada młoda kobieta
z Ełku, która pracowała w jednym
z supermarketów.
- Jeszcze w domu
wysikałam się i najadłam na zapas,
bo potem nie było na to czasu.
Zaczynałam dzień od rozładunku
tira. Razem sto dwadzieścia cztery
tony towaru. Potem układałam kartony
na półce. Po kilku godzinach
siadałam przy kasie. Dopiero wówczas
brałam się za pracę, którą powinnam
wykonywać jako kasjerka.
Wieczorem trzeba było jeszcze posprzątać
sklep. Łącznie jedenaście
godzin. A muszę dodać, że byłam
zatrudniona na trzy czwarte etatu,
zresztą jak wszystkie z pozostałych
pracownic, powinnam więc pracować
po sześć godzin dziennie.
Po operacji
- zwolnienie
Przez ciężką pracę kobieta wylądowała
w szpitalu.
Nabawiła się
przepukliny, poza tym "siadły" jej
kolana; musiała się poddać operacji.
Lekarz zalecił wyraźnie
- po
powrocie do pracy nie może dźwigać
cięższych kartonów niż 5 kilogramów.
Tym samym skazał ją
z góry na utratę pracy.
- Dostałam
od razu wymówienie. Kierownik
stwierdził, że skoro nie mogę dźwigać,
to nie ma dla mnie miejsca
-
opowiada nasza rozmówczyni.
- Niestety, takie przypadki nadal
zdarzają się często
- komentuje
mecenas Lech Obara, który walczy
w sądzie o odszkodowanie dla niej.
- Jedyne, co pracodawcy zrobili,
to wymiana wózków ręcznych na
elektryczne.
Dziennie przerzucają
tony towaru
- palet z cukrem, mąką
czy napojami. Kasjerki, które
mają siedzieć przy kasach, w rzeczywistości
są tragarzami, magazynierami,
biuralistkami i sprzątaczkami.
To niedopuszczalne!
Dźwigają bez przerwy
Przed Wielkanocą przedstawiciele
Okręgowego Inspektoratu Pracy
w Olsztynie skontrolowali 27 sklepów
osiedlowych i supermarketów.
Potwierdzili słowa mecenasa Obary
w całej rozciągłości.
- W jednym
ze sklepów kobiety cały dzień pracowały
na stojąco, nie miały gdzie
usiąść nawet na chwilę. W innym
jedna kobieta ciągnęła na wózku
sto kilogramów naraz. W kolejnym
nie płacili za godziny nadliczbowe,
a w jeszcze innym sprzedawczynie
pracowały bez przerwy bez wolnych
niedziel
- wylicza Jacek Żerański,
rzecznik Okręgowego Inspektoratu
Pracy w Olsztynie.
To tylko incydenty
Niemal wszyscy pracodawcy
w rozmowie z nami uważają, że nie
łamią przepisów i nie wykorzystują
pracowników, a nieprawidłowości
wytykane przez inspekcję pracy, to
tylko incydenty.
- U nas wszystko jest zgodnie
z przepisami
- zapewnia Przemysław
Skory, rzecznik sieci Tesco.
-
Rotacja zaś jest normalną rzeczą
w handlu. Często zatrudniamy bezrobotnych,
którzy nie bardzo sobie
radzą po długim okresie bezczynności.
I zazwyczaj te osoby się szybko
zwalniają.
- Sami staramy się ułatwiać ludziom
pracę, teraz np. zmieniamy
wózki na lżejsze, bo dotychczasowe
były za ciężkie. Dlatego u nas pracownicy
nie zwalniają się nagminnie
jak w innych supermarketach
- mówi Stanisław Tunkiewicz,
prezes Społem w Olsztynie.
Pracodawcy za łamanie prawa
pracy zostają ukarani mandatami
w wysokości tysiąca złotych. To
maksymalna kwota, jaką przewiduje
prawo.
- To zdecydowanie za
mało, by zniechęcić pracodawców
do łamania praw pracowniczych
-
komentuje Żerański.
Kinga Kamińska
k.kaminska@gazetaolsztynska.pl
|