<< powrót


Kłopoty z Biedronką

Nie rozpoczął się wczoraj proces kierowników sieci sklepów Biedronka, podejrzanych o wyzyskiwanie swoich pracowników. Jednak już samo nagłośnienie sprawy przez media spowodowało poprawienie warunków pracy w sklepach.

Andrzej Szmalec - dziś bezrobotny - w Biedronce pracował dwa i pół roku. Przez zwolnieniem jako kierownik sklepu. Spotkaliśmy go w sądzie, tuż przed rozprawą.

- Moja kariera w Biedronce... - zamyśla się. - To głupie słowo. Byłem kierownikiem sklepu, a pracowałem jako sprzątaczka, fakturzysta, magazynier i osoba do rozładowania tirów. Od rana do wieczora. Nikt nie płacił za nadgodziny. Ludzie mieli po pół etatu i śmieszne pieniądze, a pracowali więcej niż na całym. Byli traktowani jak śmiecie.

Takich jak osób, jak pan Andrzej, w naszym województwie jest ponad 40. Tak jak inni pracownicy firmy Jeronimo Martins (właściciel sieci Biedronka) w Polsce, zgłosili się do prokuratury. Skarżyli się przede wszystkim na niepłacenie za nadgodziny, a także na zmuszanie do pracy ponad siły. Dodatkowo wyszło na jaw, że kiedy pracownicy o nadużyciach informowali swoich kierowników, byli karani dyscyplinarnie lub zabierano im premie.

W białostockiej sprawie oskarżono 13 osób, ale tylko trzy prokuratura chce pociągnąć do odpowiedzialności karnej. Chodzi o kierowników regionalnych, którzy na pozostałej dziesiątce wymuszali łamanie prawa pracy. Sprawa reszty oskarżonych będzie warunkowo umorzona, bo zmuszano ich do wyzyskiwania podwładnych.

Wczoraj proces nie rozpoczął się, ponieważ nie było w sądzie jednego oskarżonego, ale też nie wszyscy poszkodowani zostali prawidłowo powiadomieni o procesie. Rozpoczęcie sprawy przełożono do połowy marca.

Kiedy o przypadkach nadużyć w Biedronkach zaczęły nagłaśniać media, w sklepach zmieniało się podejście kierownictwa do pracowników.

- Znacznie się poprawiło - mówi pan Andrzej. - Są już elektryczne wózki do przewożenia towarów, ludzie mają pełne etaty, podwyżki, godziny nadliczbowe są dokumentowane. Pracuje się już w normalnych warunkach.

Andrzej Szmalec zwolnił się z Biedronki z powodu kłopotów ze zdrowiem. Jak mówił, nie wytrzymał mu kręgosłup, po tym jak zaczął rozładowywać tiry z towarem. Teraz od byłego pracodawcy domaga się 40 tys. zł odszkodowania.


Wojciech Więcko 23-02-2006