<< powrót
Pierwsze zarzuty w sprawie Biedronki
Dwie kierowniczki gliwickiego sklepu sieci Biedronka są podejrzane o zmuszanie pracowników do darmowej i nadludzkiej pracy po godzinach oraz fałszowanie dokumentów. Kobiety przyznały się do winy.
Śledztwo prowadzi prokuratura w Gliwicach. Dotyczy ono 20 tys. byłych i obecnych pracowników zatrudnionych w 950 sklepach sieci handlowej Biedronka. Wczoraj przedstawiono pierwsze zarzuty w tej sprawie. Elżbieta F., kierowniczka sklepu w Gliwicach (ul. Gomółki), i jej zastępczyni Karina W. są podejrzane o to, że w latach 2000-2004 zmuszały swoich podwładnych do darmowej i nadludzkiej pracy po godzinach oraz fałszowały dokumenty.
- Podczas przesłuchania kobiety przyznały się do winy. Grozi im za to do 5 lat więzienia - potwierdził nam prokurator Adam Gomoła z wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Gliwicach. - W najbliższych dniach zarzuty przedstawimy kolejnym osobom pracującym w sieci Biedronka na stanowiskach kierowniczych - zapowiedział.
Do tej pory prokuratorzy przesłuchali ponad 4 tys. pracowników Biedronki. Śledczy nie ukrywają, że z ich zeznań wyłania się wstrząsający obraz stosunków panujących w sklepach sieci. Oprócz darmowej pracy w nadgodzinach pracownicy skarżyli się na to, że w wulgarny sposób wyzywano ich przy klientach, zmuszano ich do mycia magazynów szczoteczkami do zębów czy też przenoszenia towarów bez użycia wózków. Wielu pracowników Biedronki nadludzki wysiłek przypłaciło zdrowiem. - Nabawili się poważnych urazów kręgosłupa. Powołaliśmy już biegłych z Instytutu Medycyny Pracy, którzy wydadzą opinie w tej sprawie - mówił prokurator Gomoła.
Paweł Tymiński, rzecznik prasowy koncernu Jeronimo Martins, właściciela Biedronki, nie chciał wczoraj rozmawiać o zarzutach przeciwko pracownikom. - Zdecydowaliśmy, że nie będziemy komentowali działań prokuratury - powiedział nam.
Początkowo śledztwo w sprawie łamania praw pracowniczych w Biedronce prowadzono w Poznaniu. Nie przyniosło jednak żadnego efektu. W grudniu ub.r. Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe poskarżyło się na to Zbigniewowi Ziobrze, ministrowi sprawiedliwości. Ten w styczniu przekazał sprawę do Gliwic. Jej akta liczyły wtedy zaledwie 20 tomów. Dzisiaj jest ich już 450.
Gliwiccy prokuratorzy włączyli się także w kilkadziesiąt procesów cywilnych wytoczonych przez pracowników Biedronki koncernowi. Jeżdżą na rozprawy i udzielają pokrzywdzonym porad prawnych.
|