<< powrót


Prokuratura sprawdzi zabójcze wózki w Biedronkach

Czy pracowników Biedronek zmusza się do kierowania wózkami elektrycznymi bez przeszkolenia? Tak uważa Państwowa Inspekcja Pracy. Pod taki wózek wpadł klient ze Słupska, poważnie ranny zmarł w szpitalu. Doszło też do kilku innych wypadków. Teraz sprawą zajmie się zastępca prokuratura generalnego Jerzy Engelking.

WZ wytycznych Ośrodka Doskonalenia Kadr (podlega ministrowi gospodarki) wynika, że pracownik sklepu może kierować elektrycznym wózkiem do transportu towarów dopiero po ukończeniu kursu oraz udokumentowaniu tego zaświadczeniem - wpisywana jest w nim m.in. liczba godzin zajęć praktycznych i teoretycznych. Kurs powinien trwać 43 godziny - właśnie taka liczba wpisana została do zaświadczeń, które wystawiono w ostatnich latach kilkunastu pracownikom Biedronek z całej Polski. Właściciele tych zaświadczeń twierdzą jednak, że szkolenia były fikcją - trwały kilka godzin i niczego ich nie nauczono.

- Wygląda, że mamy do czynienia z fałszowaniem dokumentów w Biedronkach. To przestępstwo, tak samo jak narażanie ludzi - pracowników i klientów - na śmierć lub kalectwo - mówi Edward Gollent, prezes Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe - Biedronka (udziela ono pomocy prawnej pracownikom Biedronek). - Konkrety? W marcu ub. roku w Biedronce w Słupsku pod wózek elektryczny wpadł 84-letni klient, poważnie ranny zmarł w szpitalu. W grudniu 2005 roku w Olsztynie szkolona przez zaledwie trzy godziny kobieta zmiażdżyła wózkiem stopę koleżance z pracy.

Anna Kordek, operatorka wózka, która spowodowała wypadek w olsztyńskiej Biedronce: - Kurs, w którym uczestniczyłam trwał trzy godziny, ale w papierach wpisali o 40 godzin więcej. Do sklepu przyjechał behapowiec Jeronimo Martins Dystrybucja [właściciela sieci sklepów - red.], który przez dwie godziny opowiadał jak działa wózek, a potem zabrał wszystkich do magazynu i przez godzinę pokazywał jak się wózek uruchamia i nim kieruje. Niczego mnie nie nauczył, ale kierownictwo nie chciało słuchać, że się boję i kazali mi ten wózek obsługiwać.

Sprawę wyjaśnia inspekcja pracy. Pierwsze wnioski Romana Giedrojcia, zastępcy głównego inspektora pracy: "Ze wstępnych ustaleń (...) wynika m.in., że naruszono przepisy w zakresie nabywania uprawnień kwalifikacyjnych na obsługę wózków jezdniowych unoszących z napędem elektrycznym".

- Kompleksowe kontrole szkoleń, które przeszli pracownicy prowadzone są we wszystkich Biedronkach - dodaje rzeczniczka GIP Danuta Samitowska.

Co na to zarząd spółki JMD? - Nie mamy sobie nic do zarzucenia. Szkolenia dotyczące wózków są prowadzone w uprawnionych przez ministerstwo gospodarki placówkach i nie ma możliwości, aby obowiązujące procedury nie były przestrzegane. A całe to Stowarzyszenie dezinformuje i wprowadza was w błąd - mówi rzecznik JMD Paweł Tymiński.

Sprawę kontrowersyjnych szkoleń pierwszy raz opisano przed tygodniem w trójmiejskim wydaniu "Gazety". Kilka dni temu oficjalną interwencję do Prokuratury Generalnej wysłał poseł PiS z Elbląga Leonard Krasulski. Powołując się na artykuł "GW" napisał m.in. "Uprzejmie proszę o wszczęcie stosownego postępowania pod kątem braku przeszkolenia ok. 10 000 pracowników w całym kraju i objęcie szczególnym nadzorem tegoż postępowania przez Prokuratora Generalnego. Jest to podyktowane dochodzącymi z całej Polski sygnałami, iż pracownicy są nakłaniani do składania fałszywych zeznań".

W najbliższym czasie interwencja posła powinna trafić na biurko zastępcy prokuratora generalnego Jerzego Engelkinga, który nadzoruje sprawy dotyczące łamania prawa w Biedronkach.

- Nie mam wątpliwości, że ta sprawa zostanie dokładnie zbadana, bo jest bardzo poważna i dotyczy całego kraju - mówi poseł Krasulski.


Grzegorz Szaro