<< powrót
Szefowie "Biedronki" pozwani
Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe "Biedronka" oskarżyło szefów firmy Jeronimo Martins o znieważenie. - Szkalowali nas publicznie, pewnie licząc na to, że przestaniemy upominać się o prawa ciemiężonych przez nich pracowników - mówi Edward Gollent, przewodniczący stowarzyszenia
Firma Jeronimo Martins jest właścicielem sieci sklepów Biedronka. Od dwóch lat walczy z nią grupa byłych pracowników Biedronki i zawiązane przez Edwarda Gollenta stowarzyszenie. - Przed sądami pracy dopominamy się o zapłatę za nadgodziny dla pracowników Biedronki, przed sądami karnymi udowadniamy, że w tych sklepach fałszowano ewidencję czasu pracy - wylicza Gollent. Założone przez niego stowarzyszenie wiosną ubiegłego roku ujawniło, że jedna z pracownic sklepu na Pomorzu mogła umrzeć z przepracowania - pękł jej tętniak. - Prokuratura prowadzi w tej sprawie śledztwo - mówi Gollent.
W reakcji na te informacje szefowie firmy Jeronimo opublikowali całostronicowe ogłoszenia najpierw w olsztyńskich gazetach (tu zarejestrowane jest stowarzyszenie Gollenta), a później w prasie ogólnopolskiej. Napisali w nich, że stowarzyszenie rozpowszechnia nieprawdziwe informacje tylko po to, by jego szef i współpracujący z nim radca prawny Lech Obara mogli "egzystować medialnie". - Nie mogę pozwolić szefom Jeronimo na szkalowanie naszego stowarzyszenia, dlatego zdecydowaliśmy się na proces karny z prywatnego oskarżenia - mówi Gollent.
Przedstawiciele stowarzyszenia poinformowali, że przed sądem będą się domagali od szefów Jeronimo Martins przeprosin, które mają być opublikowane w tak samo dużych formatach, jak informacje, które miały ich szkalować, oraz 100 tys. zł dla stowarzyszenia pomagającego w Ełku osobom bezrobotnym i organizacji wspierającej równouprawnienie kobiet.
Akt oskarżenia obejmuje Pedro Manuela P. , dyrektora generalnego firmy Jeronimo, Lesława K., członka zarządu, oraz Annę S., dyrektora ds. marketingu i komunikacji, która zdaniem działaczy stowarzyszenia miała napisać ogłoszenia. Żadna z oskarżonych osób nie pojawiła się wczoraj w olsztyńskim sądzie, jedynie Lesław K. wysłał do sądu Artura Przyborę, swojego adwokata. - Mam nadzieję, że sprawa potoczy się po myśli mojego klienta - mówił mecenas i odmawiał podania szczegółów, ponieważ proces będzie się toczył za zamkniętymi drzwiami.
|