<< powrót
Wygrali z Biedronką
Właściciel sieci sklepów Biedronka będzie musiał zapłacić za nadgodziny dwójce swoich byłych pracowników z Olsztyna. Tak orzekł wczoraj Sąd Apelacyjny w Białymstoku.
Wioletta Tulska dostała 11,7 tys. zł, a Krzysztof Bażyński - 6,5 tys. zł. Domagali się po 50 tys. zł, ale już sąd pierwszej instancji w Olsztynie stwierdził, że część ich roszczeń się przedawniła.
- To pierwszy prawomocny wyrok w sprawach dotyczących Biedronki - mówi mecenas Lech Obara reprezentujący Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe. - Z tym wyrokiem w ręku będzie nam prościej dalej walczyć, a spraw, niestety, mamy dużo.
Tulska i Bażyński byli zatrudnieni w olsztyńskich Biedronkach od 1998 r. Z czasem awansowali na kierowników. Do ich zadań należało wszystko - od rozładowywania towarów z ciężarówek do sprzątania sklepu. Twierdzą - i sąd podkreślił, że nie ma powodów, by im nie wierzyć - że średnio dziennie pracowali po dziesięć godzin. Nie wytrzymali tempa i w 2003 r. zwolnili się. Pozwy do sądu złożyli dopiero jesienią 2004 r.
Prawnicy Jeronimo Martins, właściciela sieci Biedronka, kwestionowali system, w jaki sąd obliczył nadgodziny. Według ich dokumentów pracownicy dziennie w sklepach spędzali regulaminowe osiem godzin, a dokumenty wypełniali sami pracownicy.
Ale sędziowie stwierdzili, że pracownicy godzili się na fałszowanie dokumentów, bo bali się o utratę pracy.
- Ta ewidencja była sztucznie dostosowana do modelu kodeksowego, dlatego sąd nie dokonał obliczeń na jej podstawie - uzasadniał wczorajszy wyrok sędzia Krzysztof Stryk.
|