<< powrót


Arcybiskup przeciwko wyzyskowi pracowników hipermarketów

Arcybiskup przeciwko wyzyskowi pracowników hipermarketów

- Jeśli hipermarkety nie przestaną łamać praw pracowników, Kościół zaapeluje do wiernych, by nie robili w tych sklepach zakupów - ostrzega metropolita lubelski abp Józef Życiński. Czy związki zawodowe i byli pracownicy sieci handlowych, którzy walczą z łamaniem prawa w takich placówkach, zyskały sojusznika w Kościele?

Kilka pracownic wielkich sklepów w Lublinie poskarżyło się apb. Józefowi Życińskiemu na warunki pracy. Efekt był piorunujący - w ub. tygodniu arcybiskup nazwał system zatrudniania i wynagrodzeń w hipermarketach "żenującym wyzyskiem" i zapewnił, że Kościół zaopiekuje się każdą kobietą, która zostanie zwolniona za ujawnienie prawdy o nieludzkich warunkach zatrudnienia.

Według wiedzy kurii lubelskiej hipermarkety płacą wielu pracownikom po 500 zł, wykorzystują trudną sytuację rodzinną samotnych matek, ubogich studentek czy osób zagrożonych bezrobociem - często zatrudniają jedynie na pół etatu (i tylko od tej części odprowadzają składkę na ZUS), choć praca jest w pełnym wymiarze godzin. Z powodu niepełnoetatowego zatrudnienia zwolnieni pracownice nie mogą ubiegać się o zasiłek dla bezrobotnych.

Bywało też, że kobiety musiały zapisywać się na określoną godzinę wyjścia do toalety. Metropolita zwrócił uwagę, że niemal w żadnym z lubelskich hipermarketów nie funkcjonuje związek zawodowy, choć pracownicy próbowali je zakładać.

Takie praktyki zdaniem abp Życińskiego "nawiązują do najbardziej prymitywnych wzorców kapitalizmu XIX w.", a winą za nie obarczył członków zarządów hipermarketów. - Pracodawca łamie jedną z podstawowych zasad nauki społecznej kościoła, która mówi, że za pracę należy się godziwa zapłata - mówi ks. Mieczysław Puzewicz, rzecznik abp Życińskiego.

- Jeśli sytuacja się nie zmieni, Kościół zaapeluje do wiernych, by nie robili w tych sklepach zakupów - ostrzega ks. Puzewicz.

Przedstawiciele hipermarketów uważają, że arcybiskup zbyt uogólnił zarzuty. - Jeżeli ktoś popełnia błędy, należy to wyłowić, napiętnować i zmusić do poprawy. Ale winowajcę trzeba nazwać po imieniu, a nie oskarżać branżę - uważa Andrzej Faliński, dyrektor Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, która zrzesza największe sieci handlowe działające w Polsce.

Słowom metropolity zaprzeczają również przedstawciele lubelskich marketów Obi, E.Leclerc, czy Reala - zapewniają, że w ich sklepach dba się o pracowników i są dobrze opłacani np. 1,2 tys. zł brutto w Obi, a nawet związków zawodowych nie ma bo pracownicy chcieli ich utworzyć.

Ale słowa metropolity potwierdza Grzegorz Ilka, sekretarz prasowy OPZZ. - Nagminnie docierają do nas sygnały o wyzysku w hipermarketach. Pracodawcy są manipulowani, a firmy likwidują organizacje związkowe. Pracownicy mogą jednak walczyć, mają dwóch sojuszników - związki zawodowe i inspekcję pracy. Muszą tylko przełamać milczenie i zacząć mówić o swoim wyzysku - mówi.

Jednakże Państwowa Inspekcja Pracy nie chce ujawniać nazw hipermarketów, nawet jeśli wykryła tam nieprawidłowości (ostatnio w Lublinie były dwa takie przypadki). To może być jeden z powodów o słabej skuteczności tej instytucji. I może dlatego pracownice, które czują się wykorzystywane przez przełożonych, poszły po pomoc do arcybiskupa.

Czy inni hierarchowie przyłączą się do akcji abp. Życińskiego? Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, ks. dr Józef Kloch, nie chciał komentować wypowiedzi lubelskiego metropolity. Z kolei do bojkotu wielkich sklepów nie zamierza wzywać abp Tadeusz Gocłowski z Gdańska, ani abp Damian Zimoń z Katowic.

 


Dorota Mikłaszewicz, Metro, Sylwia Szewc, Lublin 06-06-2005