Aż się ciemno w oczach robiłoMagda pracowała jak wół, nie jak człowiek. Portugalscy właściciele Biedronki najwidoczniej nie zauważyli, że jesteśmy ludźmi. To jest chore, co oni z nami wyprawiali! - zeznała przed gdańskim sądem pracy świadek Hanna Leczkowska, była pracownica Biedronki.
Hanna Leczkowska w latach 2001-2003 pracowała w dwóch gdańskich sklepach Biedronki - była kasjerką, a potem zastępcą kierownika sklepu. - Z Magdą Borowska poznałam się, pracując w sklepie przy ul. Grunwaldzkiej we Wrzeszczu. Musiałyśmy robić wszystko - sprzątać, obsługiwać kasy i rozładowywać towar. Ciągnęłyśmy również wózki, które ważyły tonę. Aż ciemno się w oczach robiło - opowiadała świadek. Potwierdziła, że kilkunastogodzinny dzień pracy w Biedronce były normą. - Nie płacili ludziom za nadgodziny, a ewidencja czasu pracy była fałszowana. Przychodziło się do pracy na 7.30, ale tak naprawdę nie wiedziałyśmy, o której wyjdziemy - dodała Leczkowska. Podobne zeznania złożyła 20 września 21-letnia Weronika Sikorska (była zatrudniona w tym samym sklepie, w którym pracowała Magdalena Borowska). - Przez trzy lata miałam w Biedronce praktyki. Nie miałam wtedy 18 lat, ale i tak musiałam ciągnąć ciężkie wózki. Po skończeniu szkoły przez rok byłam kasjerką, ale zwolniłam się, bo nie płacili za nadgodziny - stwierdziła Sikorska. Proces z powództwa Borowskiej przeciwko JMD ruszył kilka miesięcy temu - był pierwszym w Trójmieście, w którym była pracownica Biedronki domaga się zapłaty za nadgodziny. Obecnie podobnych spraw rozpatrywanych w gdańskim sądzie jest już kilka, a kilkanaście pozwów jest przygotowywanych. W trzech sprawach byłe pracownice Biedronki reprezentuje mecenas Wiesława Reszke-Szymańska. - Mamy duże szanse na wygraną, bo udało się nam udokumentować większość nadgodzin, za które JMD nie zapłaciło - ujawniła pani mecenas. Grzegorz Szaro, Gdańsk 20.09 2005 |