<< powrót


Godność na półkę!

- Musieliśmy ciągać wózki ważące nawet ponad tonę, byliśmy zmuszani do pracy w nadgodzinach, za które nam nikt nie płacił, do kupowania towaru, któremu kończył się termin przydatności - tak Andrzej Szmalec z Białegostoku wspomina pracę w "Biedronce". Wraz z kilkunastoma Podlasianami podpisze się pod zbiorowym pozwem przeciwko właścicielom portugalskiej sieci sklepów.

Andrzej Szmalec z Białegostoku pracował w "Biedronce" przez dwa lata. Ten okres wspomina jako koszmar. Miał być kierownikiem, a musiał robić wszystko, również pracować w nadgodzinach, za które mu nie płacono. Walczy o 40 tys. zł.
Fot : A. Mateńko

Andrzej Szmalec o zwrot pieniędzy za przepracowane nadgodziny walczy od listopada 2003 roku. Sąd przyznał mu 40 tys. zł, jednak właściciele sieci sklepów "Biedronka" odwołali się od wyroku. Jak mówi pan Andrzej, teraz widzi światełko w tunelu i jest pewien, że wszystkim poszkodowanym uda się uzyskać odszkodowanie.
- W sklepie "Biedronka" podjąłem pracę ponad cztery lata temu - opowiada Andrzej Szmalec. Zatrudniony zostałem na stanowisku kierowniczym, ale to były tylko pozory.
W rzeczywistości pracował jako tragarz, sprzątacz i magazynier. Kasjerzy zarabiali wówczas niespełna 600 zł, kierownicy nieco więcej. Większość zatrudniona była na 3/4 etatu. Pracowali nawet po... 12 godzin. Często się zdarzało, że trwające w nocy inwentaryzacje towaru w ogóle nie były odnotowywane. W jednym sklepie zatrudnionych było siedem osób. Wszyscy, także kobiety, zmuszani byli do wyładowywania tirów z towarem przy pomocy ręcznych wózków. W końcu pan Andrzej poszedł na zwolnienie lekarskie z powodu problemów z kręgosłupem. Do pracy już nie wrócił. Nie przedłużono mu umowy, podobnie jak innym, którzy odważyli się, żeby domagać się godziwych warunków pracy.
- Na szczęście pomysł, żeby zaskarżyć "Biedronkę" pojawił się już wcześniej - wyjaśnia Szmalec.
- Zdążyłem dzięki temu zebrać dokumenty, które później posłużyły prokuraturze jako dowód popełnienia przestępstwa.
Do końca tygodnia do poznańskiego sądu ma trafić zbiorowy pozew przeciwko Jeronimo Martins Dystrybucja, właścicielom sieci "Biedronka". Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe "Biedronka" domaga się w nim, dla stu osób, które dotychczas go podpisały, zadośćuczynienia za naruszenie godności w wysokości 830 zł za każdy miesiąc pracy w sklepie.
- Sklepy nie miały niezbędnego wyposażenia - podkreśla Lech Obara, mecenas, który zajmuje się tą sprawą. - Pracownicy wykonywali niedozwolone prace. Większość nie miała wykonywanych badań lekarskich. Żaden lekarz nie dałby zgody na pracę w takich warunkach. Wiele osób poniosło uszczerbek na zdrowiu, zdarzały się również poronienia u kobiet. Obara jest pewien zwycięstwa.


Małgorzata Sawicka