<< powrót


Hipermarketowa histeria

PiS w trosce o drobnych przedsiębiorców chce ograniczyć otwieranie hipermarketów. Sklepikarze są za. - To strzał w stopę - ostrzegają specjaliści. Ich zdaniem prawdziwym zagrożeniem dla drobnego handlu nie są hipermarkety, ale małe sieciowe sklepy typu Lidl czy Biedronka

Od kilku dni trwa kampania PiS skierowana przeciwko wielkim i zagranicznym sieciom handlowym.

Ostrzał hipermarketów rozpoczęła w sobotę minister finansów Teresa Lubińska w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika "Financial Times" stwierdzając, że duże sklepy nie są mile widziane w Polsce.

W poniedziałek panią minister poparł premier, a specjalista od handlu w PiS poseł Artur Zawisza poinformował, że jego partia chce uchwalenia ustawy ograniczającej otwieranie hipermarketów. Dlaczego? Z troski o drobnych polskich przedsiębiorców.

Słaby jak hipermarket

Czy sklepikarze rzeczywiście potrzebują ochrony?

- Tak - zapala się Roman Dera, prezes Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług, która skupia małe i średnie przedsiębiorstwa.

- Nie - ripostują specjaliści od handlu.

Zdaniem Dery, który jeszcze w poprzedniej kadencji pracował nad ustawą mającą ograniczyć powstawanie "wielkopowierzchniowych obiektów handlowych", Rada ma dwa gigantyczne opracowania opowiadające o tym, jak drobni sprzedawcy upadają przez duże sieci. - Proponowana ustawa po prostu ucywilizuje działanie hipermarketów oraz centrów handlowych - argumentuje Dera.

Wprowadzi np. zasady dotyczące lokalizacji takich obiektów. Będą one umieszczane na pograniczach miast, centra zostaną dla małych sklepów.

Co na to specjaliści?

Ich zdaniem drobne sklepy wcale takiej nadzwyczajnej ochrony nie potrzebują. Tradycyjny handel trzyma się w kraju mocno, bo Polacy nie oszaleli na punkcie hipermarketów. Dowodów na to ma być kilka.

Po pierwsze, zakupy wyłącznie w hipermarketach robi tylko co trzeci Polak - wynika z badań firmy analitycznej ACNielsen. Dla porównania - tylko w takich sklepach kupuje co drugi Węgier oraz trzy czwarte Czechów i Słowaków.

Kowalski chętnie za to korzysta z małych sklepów osiedlowych. Zakupy wyłącznie w nich robi 16 proc. konsumentów.

Spora część społeczeństwa lubi też "współkorzystać" z różnych typów sklepów. Na przykład trzy razy w tygodniu idzie do pani Kasi do warzywniaka czy mięsnego, a po chemię oraz napoje - do hipermarketu. To europejski ewenement. Inne narody nie lubią takich mieszanych zakupów.

Po drugie zaś, mamy najniższą koncentrację dużych sklepów w całym regionie - pięć na milion mieszkańców. Węgrzy mają ich osiem na milion, a Czesi - 16.

Wreszcie małe firmy zarabiają... więcej niż hipermarkety. Według danych Ministerstwa Gospodarki "Raport o stanie handlu wewnętrznego w 2004 r." najwyższy poziom rentowności obrotu brutto osiągnęły właśnie małe przedsiębiorstwa handlowe.

Wskaźnik ten wyniósł u nich 3,4 proc. - tymczasem dla dużych i średnich firm handlowych jest to 2,5 proc.

Małe sklepy lepiej od gigantów wykorzystują też własne pieniądze. Rentowność kapitałów własnych wzrosła w drobnych firmach w 2004 r. o 23,5 proc., a w dużych tylko o 10 proc.

To wszystko może się jednak zmienić. I nie z powodu hipermarketów.

Nadchodzą dyskonty

- Największym przeciwnikiem małych sklepów w Polsce są nie wielkie sklepy, ale dyskonty typu Lidl, Biedronka, Leader Price czy Plus - zarzeka się Piotr Kucharzyk, szef firmy ABC Trade Marketing zajmującej się doradztwem w zakresie handlu.

Jego zdaniem, gdy w okolicy otwiera się nowy hipermarket, obroty mniejszych sklepów mogą spaść w ciągu dwóch miesięcy o ok. 20-30 proc.

Tymczasem otwarcie nowego sklepu dyskontowego odbiera okolicznym sklepikarzom ponad połowę klientów. I to w ciągu miesiąca!

Ba, z hipermarketem drobni sprzedawcy mogą walczyć, choćby redukując własne koszty, zmieniając aranżację sklepu albo zmieniając asortyment na bardziej delikatesowy. I prędzej czy później, jak pokazuje praktyka, część klientów do ich sklepów wraca.

Z dyskontem bitwa z góry skazana jest na porażkę. Powód?

Mało która firma potrafi udźwignąć nagły spadek obrotów o 50 proc. Poza tym dyskonty lokowane są najczęściej w centrach miast, a hipermarkety - na obrzeżach. - Z badań konsumenckich wynika, że na co dzień wolimy sklepy położone w promieniu 800 metrów od naszego miejsca zamieszkania - twierdzi Kucharzyk.

Co dalej

Najbliższe lata zapowiadają się jako triumfalny pochód sklepów dyskontowych. Lider na tym rynku - Biedronka - ma otworzyć do 2007 r. nawet 275 nowych placówek. Dziś ma ich ponad 750. Inny potentat - Leader Price - będzie powiększał swoją sieć o 40 takich obiektów rocznie

A dyskonty można stawiać tam, gdzie nie opłaca się budowa gigantycznych obiektów - nawet w miasteczkach liczących kilka-kilkanaście tysięcy konsumentów.

 


Piotr Miączyński, Vadim Makarenko 09-11-2005