<< powrót


Kasa za wyzysk

Ponad 100 tysięcy zł za niewypłacone nadgodziny i przepracowane wolne dni domaga się od sieci Kaufland jeden z pracowników suwalskiego marketu. Wczoraj przed tamtejszym sądem pracy odbyła się pierwsza rozprawa. Niestety - sąd nie przesłuchał świadków, bo... wziął ich za dziennikarzy

Fot.Agnieszka Sadowska/AG

Jacek Świętosławski pracuje w suwalskim Kauflandzie od dwóch i pół roku na stanowisku kierownika działu przyjęcia towaru. Zarzuca swemu pracodawcy łamanie prawa pracy i niewypłacenie wynagrodzenia za - w sumie - ponad 2,5 tys. godzin nadliczbowych i ok. 100 wolnych dni. Swoje roszczenia wycenił na 103 tys. zł.

Już na wstępie procesu pełnomocnik niemieckiego Kauflandu Marcin Knapek wniósł o wyłączenie jawności sprawy. Zarzucał Świętosławskiemu, że jeszcze przed rozprawą opisywał dziennikarzom swoje problemy, szargając przy tym dobre imię Kauflandu. Sąd jednak odrzucił wniosek.

Gorzej niż bydło

Świętosławski zarzucił Kauflandowi m.in. fałszowanie ewidencji czasu pracy.

- Jako kierownik w listach mogłem wykazywać jedynie osiem godzin, a pracowałem przez sześć dni w tygodniu po 12 i więcej godzin - mówił wczoraj w sądzie. - Prócz nadzoru musiałem wykonywać wszelkie inne prace zlecone przez dyrekcję - np. sprzątanie, rozładowywanie towaru, oczywiście po godzinach.

Na pytanie prawnika Kauflandu, dlaczego dopiero teraz zdecydował się złożyć pozew, przyznał, że bał się stracić pracę.

- Jednak miarka przebrała się, kiedy w listopadzie minionego roku na rampie, gdzie przyjmowaliśmy towar, zamknięto toaletę - opowiadał. - A ponieważ wcześniej dyrekcja zrezygnowała z ochrony, nie mogłem zostawić towaru i biec do toalety na drugim końcu marketu. Traktowano nas gorzej niż bydło.

Świadków jest wielu

Pełnomocnik Kauflandu odrzucił wszystkie zarzuty i wniósł o oddalenie pozwu w całości.

- Powód nie przedstawił żadnych dowodów - twierdził. Świętosławski ripostował, że dowodem są np. tzw. druki w/z, dotyczące przyjmowania towarów od dostawców.

- One potwierdzają moją obecność w sklepie w dni wolne od pracy - mówił.

Dowodem miały też być zeznania kilku świadków - byłych pracowników Kauflandu. Niestety, od początku przysłuchiwali się oni rozprawie, bo sąd - biorąc ich za dziennikarzy - nie wyprosił świadków z sali. Prawnik Kauflandu skorzystał z tej sytuacji i wystąpił z wnioskiem o niedopuszczenie ich zeznań jako dowodu. To jednak nie zraziło Świętosławskiego.

- Zwolnionych było tak wielu, że nie będzie problemu z powołaniem innych świadków - powiedział.

Rekord: 48 godzin

W rozmowie z dziennikarzami byli pracownicy marketu potwierdzili zarzuty stawiane firmie. Kamil Tyszka, były kierownik działu napojowo-monopolowego, rozstał się z Kauflandem za porozumieniem stron, po tym jak firma zapłaciła mu 2 tys. zł tytułem rekompensaty za nadgodziny.

- Pracowałem po 12 godzin , jak wszyscy kierownicy - mówi. - Bywało, że w ewidencji miałem wpisany urlop, a tak naprawdę pracowałem. Mój rekord to 48 godzin pod rząd z dwiema dwugodzinnymi przerwami.

Rozprawa został odroczona.

Jacek Świętosławski zarzucił Kauflandowi m.in. fałszowanie ewidencji czasu pracy: - Jako kierownik w listach mogłem wykazywać jedynie osiem godzin, a pracowałem przez sześć dni w tygodniu po 12 i więcej godzin


Marzena Szwaczko