<< powrót


Bp. Życiński: Markety, nie grzeszcie!

Abp Józef Życiński chce wezwać wiernych do bojkotu hipermarketów. - Wyzysk, jaki tam panuje, to grzech - uważa

Abp Józef Życiński
Fot. Marek Kopee / AG

Dźwiganie ciężarów, harówka "na okrągło", niskie zarobki - takie warunki pracy panują nierzadko w polskich hipermarketach. Kilka pracownic poskarżyło się na nie metropolicie lubelskiemu abp. Józefowi Życińskiemu. Efekt był piorunujący - arcybiskup w kazaniu nazwał system zatrudniania i wynagrodzeń w hipermarketach "żenującym wyzyskiem". I zapowiedział, że jeśli się nie zmieni, zaapeluje do wiernych o bojkot tych placówek. Zapewnił też, że Kościół zaopiekuje się każdą kobietą, która zostanie zwolniona za ujawnienie prawdy o nieludzkich warunkach zatrudnienia.

Co aż tak poruszyło duchownego? Jak ustaliła lubelska kuria, osoby pracujące w tamtejszych hipermarketach zarabiają po 500 zł. - Taki wyzysk to grzech - uważa ks. Mieczysław Puzewicz, rzecznik abp. Życińskiego. - Pracodawca łamie jedną z podstawowych zasad nauki społecznej kościoła, która mówi, że za pracę należy się godziwa zapłata.

Kuria uważa też za nieuczciwe zatrudnianie ludzi na pół etatu, podczas gdy w rzeczywistości pracują oni po 8 godz. i dłużej. Dostają za to wynagrodzenie, ale nie mogą - w razie zwolnienia - ubiegać się o zasiłek dla bezrobotnych. A poza tym tracą w ZUS-ie, bo składka jest odprowadzana od połowy etatu. Takie praktyki abp Życiński nazwał "nawiązywaniem do najbardziej prymitywnych wzorców kapitalizmu XIX w.", a winą za nie obarczył członków zarządów hipermarketów.

Ci uważają, że arcybiskup zbyt uogólnił zarzuty. - Jeżeli ktoś popełnia błędy, należy to wyłowić, napiętnować i zmusić do poprawy. Ale winowajcę trzeba nazwać po imieniu, a nie oskarżać branżę - uważa Andrzej Faliński, dyrektor Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. Nie wierzy w skuteczność wezwania do bojkotu. - Ten apel może się okazać bronią obosieczną. Jeśli wierni nie usłuchają, może ucierpieć autorytet Kościoła. A to prawdopodobne, bo u nas ludzie kupują dobrze i tanio.

Niestety, niskie ceny są możliwe, bo pracodawcy oszczędzają na pracownikach. Prokuratorzy już prowadzą postępowanie w sprawie stworzenia systemu wyzysku zatrudnionych w Kauflandzie i Biedronce. Dwoje mieszkańców Ustki oskarża Biedronkę o spowodowanie śmierci córki zmuszonej do dźwigania w ciężarów ponad siły. Inna była pracownica chce odszkodowania za utratę ciąży. Na rozpatrzenie czekają dziesiątki spraw o niezapłacone nadgodziny.

Mimo to nic nie wskazuje, by inni biskupi poszli drogą Życińskiego. Do bojkotu nie zamierza wzywać abp Tadeusz Gocłowski z Gdańska, ani abp Damian Zimoń z Katowic. A wierni? Czy rzeczywiście przestaliby kupować w sklepie "napiętnowanym" przez swojego księdza za wyzysk pracowników?

- Ja tak - mówi pani Władysława, emerytka Giżycka. - Sumienie mówi mi, że nie wolno czerpać korzyści z cudzej krzywdy.

- Przestałam kupować w Biedronce już wtedy, kiedy rozeszły się wiadomości, jak wykorzystuje ludzi - mówi Lidia, pracownica poczty w Gdyni.

Czy Polacy posłuchają arcybiskupa?

Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny: - Nie spodziewam się reakcji na ten apel. Hipermarkety to często jedyne sklepy, gdzie ludzie w małych miejscowościach mogą tanio kupić najpotrzebniejsze rzeczy. Często jest tak, że biedny nie ma po prostu wyboru i kupuje tam, gdzie jest najtaniej. Liczy się oszczędność, a nie współczucie dla wyzyskiwanych pracowników.

 


Dorota Mikłaszewicz, jack 03-06-2005