<< powrót


Prokurator jak adwokat

Przełom w sprawach byłych pracowników Biedronek. Pierwszy raz w cywilnych procesach wsparła ich prokuratura

Z apelem o włączanie się prokuratorów w cywilne procesy, które byli pracownicy sieci Biedronka wytoczyli właścicielowi, zwróciła się Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. W niej właśnie od kilku miesięcy grupa prokuratorów sprawdza, czy zarząd spółki Jeronimo Martins Dystrybucja, która jest właścicielem sieci, nie stworzył systemu wyzysku pracowników. Najszybciej zareagował Olsztyn. - To dobra wiadomość i cieszę się z decyzji olsztyńskiej prokuratury. Mam nadzieję, że za nią i inne włączą się w sprawy byłych pracowników Biedronek - mówi Andrzej Kalwas, minister sprawiedliwości.

Interes społeczny

Wcześniej kontrole Państwowej Inspekcji Pracy potwierdziły zgłaszane przez pracowników przypadki naruszania praw pracowniczych, m.in. niepłacenie za nadgodziny, zmuszanie do podpisywania fikcyjnych dokumentów, dźwiganie setek kilogramów przez kobiety.

Dopiero wtedy JMD wyposażyła sklepy w wózki elektryczne, zatrudniła mężczyzn do rozładowywania tirów, wprowadziła elektroniczną dzienną ewidencję czasu pracy. Jednak zapłaty za tysiące przepracowanych nadgodzin byli pracownicy się nie doczekali. Dlatego w kraju toczy się kilkadziesiąt spraw cywilnych o odszkodowania.

Niedawno w imieniu stu pracowników pozew o zapłatę 3,5 mln zł złożyło Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe.

W poniedziałek w Olsztynie na sprawie, którą JMD wytoczyli Wioletta Tulska i Krzysztof Błażyński, pojawił się prokurator z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

- Jest stroną w sprawie, może składać wnioski, wzywać świadków, zadawać pytania i poprzeć roszczenia pracowników. Nie wykluczam, że i na innych sprawach przeciwko JMD pojawi się prokurator. Ma prawo uczestniczyć w sprawach ważnych ze względu na ochronę interesu społecznego, bulwersujących opinię publiczną, a do takich należy naruszanie praw pracowników - wyjaśnił "Rz" prokurator Mieczysław Orzechowski, rzecznik olsztyńskiej Prokuratury Okręgowej. - Jestem pozytywnie zaskoczony działaniem prokuratury, choć już dawno i z urzędu powinna się zająć naruszeniem prawa w sieci - dodaje Krzysztof Błażyński.

Sieć kancelarii przeciw Biedronce

Sprawa Tulskiej i Błażyńskiego jest podobna do innych toczących się w różnych miejscach Polski. Oboje kierowali sklepami w Olsztynie. Oszacowali, że przepracowali za darmo odpowiednio 3600 i 4500 nadgodzin. Żądają 50 tys. zł i 49,5 tys. zł odszkodowania.

- Normą była praca przez 11 - 12 godzin. Dwa, trzy razy w miesiącu pracowałem po 20 godzin na dobę. Ewidencję prowadziłem rzetelnie do połowy miesiąca. W tym czasie wyczerpywałem limit godzin wynikający z umów. Wtedy moi szefowie zmuszali mnie do pisania ewidencji od nowa - opowiada "Rzeczpospolitej" Krzysztof Błażyński, który w Biedronce pracował 4,5 roku.

Radca Lech Obara, który stworzył w kraju sieć 15 kancelarii pomagających walczyć w sądach byłym pracownikom Biedronek, uważa, że decyzja olsztyńskiej prokuratury to przełom.

- Apelowaliśmy o to do poszczególnych prokuratur, do ministra sprawiedliwości. W sieci doszło do przestępstwa uporczywego naruszania praw pracowniczych, a ono przedawnia się dopiero po 10 latach - mówi Lech Obara.

Paweł Tymiński, rzecznik prasowy JMD, powiedział "Rz", że spółka nie będzie komentować zaangażowania prokuratur w procesy przeciw niej.


IWONA TRUSEWICZ