Sięgają po szefów BiedronkiPROKURATURA Śledztwa przeciw kierownikom zostaną umorzone. Oni tylko pod groźbą utraty pracy wykonywali polecenia z góry Przełom w sprawie wyzysku pracowników przez portugalską sieć sklepów. To nie kierownicy zmuszali do ciężkiej pracy, ale ich przełożeni - uznała białostocka prokuratura
Łamaniem praw pracowniczych w sklepach sieci zainteresowała się Państwowa Inspekcja Pracy. Jej kontrole potwierdziły, że ludzie mówią prawdę. Śledztwa rozpoczęło kilkanaście prokuratur w kraju. Kilka z nich skierowało do sądów akty oskarżenia, ale dotyczyły one tylko kierowników sklepów. - Kierownicy to takie same ofiary wyzysku jak szarzy pracownicy. W placówkach Biedronki decyzje podejmowane są od stanowiska kierownika rejonu w górę - twierdzi Bożena Łopacka z Elbląga, która wygrała w pierwszej instancji 35 tys. zł odszkodowania za niezapłacone nadgodziny (sprawa wróciła do sądu, który ma dokładnie policzyć liczbę nadgodzin). Tak samo uważa Andrzej Szmalec. W latach 2001 - 2002 kierował Biedronką w Białymstoku. W 2004 r. wygrał w sądzie pierwszej instancji 40 tys. zł odszkodowania za ponad 2000 nadgodzin. Jeronimo wniósł apelację. - Jako kierownik sklepu nie miałem nic do powiedzenia. Polecenie wydawał mi kierownik rejonu, okręgu i dyrektor. Zmuszali nas do darmowej pracy w nadgodzinach - opowiada "Rzeczpospolitej". Agnieszka Boguszewska pracowała w Biedronce pięć lat. Była zastępcą kierownika sklepu w Siemiatyczach. - O Biedronce chcę jak najszybciej zapomnieć. Praca od świtu do nocy. Ciąganie wózków z towarem ważącym pół tony. Nie mogłam nawet pójść na urlop. Wolne dni wyznaczał mi kierownik rejonu, człowiek niekompetentny, nienadający się do pracy z ludźmi - mówi. Zdanie kierowników potwierdziło śledztwo Prokuratury Okręgowej w Białymstoku. - Zaczęliśmy od kierowników sklepów, bo to oni prowadzili ewidencję godzin pracy. Śledztwo wykazało, że wykonywali tylko polecenia przełożonych stawiane pod groźbą utraty pracy. Dlatego wnieśliśmy o warunkowe umorzenie spraw wobec szefów sklepów - powiedział "Rz" prokurator Adam Kozub, rzecznik białostockiej Prokuratury Okręgowej. Śledztwo wykazało też, że w sklepach Biedronki na Podlasiu kierownicy rejonów "uporczywie naruszali prawa pracownicze", między innymi zmuszając pracujące kobiety do dźwigania po kilkaset kilogramów towarów; odmawiali płacenia za inwentaryzacje, nadgodziny, pracę w święta. Poświadczali też nieprawdę w dokumentach. Trójka oskarżonych to Mariusz Ż., Marta Z. i Dorota L. Zarządzali oni Biedronkami w Białymstoku, Dąbrowie Białostockiej, Czarnej Białostockiej, Siemiatyczach i Sokółce. Nikt z nich nie przyznał się do winy, wszyscy odmówili składania zeznań. Wczoraj akt oskarżenia trafił do sądu. Paweł Tymiński, rzecznik prasowy Jeronimo Martins, powiedział "Rz", że firma nie komentuje spraw sądowych. Dodał, że w tak dużej firmie (13 tys. pracowników) mogą zdarzyć się niedopatrzenia czy sytuacje sporne. - Sprawy pracownicze są dla nas zawsze priorytetem - twierdzi Tymiński. IWONA TRUSEWICZ |