<< powrót


Skończmy z niewolnictwem

W "Biedronce" nie przewidziano stanowisk magazyniera czy ładowacza, a przecież ktoś musiał towary na półkach rozkładać. Robiły to kasjerki po godzinach. W firmach często funkcjonują dwa dokumenty dotyczące czasu pracy - jeden oficjalny na wypadek gdyby przyszła inspekcja i drugi nieoficjalny, z którego wynika, że ludzie nie pracują po osiem godzin, tylko dwanaście i więcej. To przykłady współczesnego niewolnictwa, kiedy pracownika wyciska się jak cytrynę
- z JÓZEFEM MOZOLEWSKIM, przewodniczącym Zarządu Regionu Podlaskiego NSZZ Solidarność,
rozmawia Krzysztof Świątek.

Krzysztof Świątek: Podczas niedawnej debaty na temat czasu pracy, która odbyła się w Białymstoku, podkreślał Pan, że przyjęcie w firmie elastycznych form zatrudnienia pozytywnie wpływa na efektywność. Dlaczego?
Józef Mozolewski: Jeżeli młoda matka nie ma zezwolenia ze strony pracodawcy, właśnie w ramach elastycznego modelu zatrudnienia, na to, by mogła pojechać do dziecka, przewinąć je i nakarmić, to wiadomo, że taka pracownica siedzi przy biurku w firmie, ale myślami jest przy dziecku. Dlaczego jej nie pomóc? Na tym skorzysta również firma, bo wolna od niepokoju kobieta będzie mogła skoncentrować się na pracy. Inny przykład: wiele osób opiekuje się starszymi, ciężko chorymi rodzicami. Ci pracownicy także powinni otrzymać szansę, by w ciągu dnia mogli pojechać do rodziców. Obecnie, przy tak rozwiniętym systemie komunikowania się, można stworzyć warunki zatrudnienia dogodne zarówno dla pracodawców, jak i pracowników.

K.Ś.: Czyli warto pracownikowi pozwolić na wyjście z firmy, by mógł zająć się przez godzinę dzieckiem, starszymi rodzicami, bo wróci nie obciążony już troską o najbliższych?
J.M.: Dokładnie o to chodzi. Pracodawca musi pamiętać, że jego pracownik jest człowiekiem z rozmaitymi problemami w życiu osobistym. I jeżeli trzeba, to należy mu pomóc w rozwiązywaniu tych problemów.

K.Ś.: Z badań Państwowej Inspekcji Pracy wynika, że w 2005 roku liczba pracodawców, którzy w sposób nierzetelny prowadzili ewidencję czasu pracy, wzrosła z 49 do 60 procent. Blisko 40 proc. skontrolowanych przekraczało obowiązujące normy. Jak temu zjawisku przeciwdziałać?
J.M.: Problem nieprzestrzegania przepisów czasu pracy dotyczy całego kraju. Także do naszego biura prawnego w Regionie Podlaskim dochodzi wiele sygnałów o poważnych naruszeniach w tym zakresie. Stąd chcieliśmy rozpocząć publiczną debatę na ten temat. W Białymstoku dyskutowali pracodawcy, pracobiorcy, społeczni inspektorzy pracy. Zaprosiliśmy przedstawicieli sklepów wielkopowierzchniowych takich koncernów jak Auchan. Reprezentanci "Biedronki" telefonicznie przepraszali, że nie wzięli udziału w debacie, ale zapowiedzieli, że będą uczestniczyli w kolejnej. Wyjaśnialiśmy, że publiczna debata odbywa się nie po to, by kogoś piętnować, lecz pokazywać negatywne zjawiska i szukać sposobów, by im się przeciwstawić. Takie dyskusje są potrzebne, bo dzięki nim można wpływać na pracodawców.

K.Ś.: Główną przyczyną naruszeń przepisów o czasie pracy jest zatrudnianie zbyt małej liczby pracowników w stosunku do realnych potrzeb. Jak wymóc na właścicielach firm, by zamiast płacić za nadgodziny zatrudniali nowe osoby?
J.M.: Część pracodawców, sugerując się wskaźnikami ekonomicznymi, utrzymuje minimalne zatrudnienie. Przykładem jest sytuacja, do której doszło w sklepach "Biedronka". Tam nie przewidziano stanowisk magazyniera czy ładowacza, a przecież ktoś musiał towary na półkach rozkładać. Robiły to kasjerki po godzinach. Gdyby stanowiska magazynierów czy ładowaczy stworzono, to na te miejsca zatrudnieni zostaliby pracownicy. I te biedne kasjerki nie musiałyby harować od świtu do nocy. Wykonywałyby wyłącznie powierzoną pracę na stanowisku kasjerki, nie zaś dodatkową - pracownika fizycznego. W sytuacji, gdy osoba odpowiedzialna za pieniądze, ciągle myśli, że ma jeszcze ileś ton towarów do rozładowania, bardzo łatwo o pomyłkę, a to grozi wyciągnięciem wobec niej konsekwencji. To przykład współczesnego niewolnictwa, kiedy pracownika wyciska się jak cytrynę.

K.Ś.: Podobnych przypadków jest wiele.
J.M.: Niestety. W ubiegłym roku na łamach "Gazety Wyborczej" opublikowano artykuł, w którym ujawniono jak dyrektor Kauflandu zwracał się do swoich pracowników: "Musicie orać od rana do nocy, najlepiej w nocy też. Nie zwracać uwagi, że ktoś jest zmęczony, że ma rodzinę czy coś". Także w innych sklepach wielkopowierzchniowych dochodzi do nadużyć. Choć trudno to udowodnić, w hipermarketach często funkcjonują dwa dokumenty dotyczące rozliczenia czasu pracy - jeden oficjalny na wypadek gdyby przyszła Państwowa Inspekcja Pracy i drugi nieoficjalny, z którego wynika, że pracownicy nie pracują po osiem godzin, tylko dwanaście i więcej. Jako Solidarność półtora roku temu zaproponowaliśmy ograniczenie handlu w niedziele i święta. Pracodawcy głównie krzyczeli, że w konsekwencji będą musieli zwalniać pracowników. A trzeba brać pod uwagę rzeczywisty czas pracy osób zatrudnionych w supermarketach. Gdyby przestrzegano norm, to nawet przy wprowadzeniu ustawowego zakazu handlu w niedziele i święta i tak należałoby zatrudnić dodatkowych pracowników. Musimy być świadomi, że przestrzeganie przepisów o czasie pracy to także nowe miejsca zatrudnienia.

K.Ś.: Naruszanie norm czasu pracy to rzecz w polskich firmach nagminna. Ludzie harują po 12-15 godzin na dobę, ale nie mają odwagi upomnieć się o swoje prawa, np. o zapłatę za nadgodziny, bo boją się zwolnienia. Prezydent Lech Kaczyński zapowiedział ustawę o stosunkach pracy z surowszymi karami dla pracodawców łamiących prawo. Jak skutecznie walczyć z wyzyskiem?
J.M.: Pracownicy boją się łączyć w związki zawodowe. Zdecydowanie łatwiej walczyć z różnego rodzaju patologiami zrzeszonym pracownikom. Dowodzą tego badania. Także Państwowa Inspekcja Pracy potwierdza oficjalnie, że w przedsiębiorstwach, gdzie działają związki zawodowe, łamanie przepisów prawa pracy jest znacznie mniejsze od tych zakładów, gdzie takich organizacji nie ma. Dziś, przy dużym bezrobociu, pracownicy boją się wychylać, powiedzieć o jakiejkolwiek sprawie niekorzystnej dla właściciela firmy.

K.Ś.: Coraz częściej spotykamy się z mobbingiem.
J.M.: Rzeczywiście. Część pracodawców nie tylko sama narusza prawo, ale niekiedy zmusza do jego łamania pracowników. Jak się okazuje, człowiek w obawie przed utratą zatrudnienia zrobi wiele, nawet poświadczy nieprawdę, wykonując polecenia przełożonych. Akceptacja lub co najmniej milcząca zgoda pracowników na ten stan rzeczy pogarsza ich, i tak trudną, sytuację. Podpisywanie fałszywych oświadczeń jest bardzo niebezpieczne, bo wówczas bez skrupułów wykorzystuje to pracodawca. Wyciąga dokument i mówi: "Czego się czepiacie? Przecież Kowalski wyraził zgodę na pracę po kilkanaście godzin". Solidarność sprzeciwia się sytuacji, gdy ekonomia bierze górę nad wartościami ludzkimi. Praca wykonywana w dodatkowym czasie, często za darmo, staje się pracą niewolniczą. Dodatkowo zatrudnione osoby zawsze będą wydajniejsze i bardziej zmotywowane.

K.Ś.: W niektórych firmach, także w Polsce, odchodzi się od normowania czasu pracy, na rzecz systemu zadaniowego. Pracownik wie, że np. musi za tydzień oddać gotowy projekt, ale to od niego zależy czy będzie nad nim pracował w dzień czy może w nocy. Czy taka formuła zatrudnienia rodzi Pana zdaniem dla pracowników jakieś zagrożenia, czy może jest to krok w dobrym kierunku?
J.M.: To właśnie przykład elastycznego modelu zatrudnienia. Jeżeli taka formuła jest uzgodniona między pracodawcą a pracownikiem to dlaczego o niej nie dyskutować, dlaczego jej nie upowszechniać? Umożliwienie pracownikowi wykonywania powierzonych zadań w najlepszym dla niego czasie korzystnie wpływa na efektywność. Wiele badań wskazuje na brak związku między liczbą godzin pracy, a poziomem konkurencyjności. Według analiz Finlandia pozostaje najbardziej konkurencyjnym krajem na świecie, mimo że średnia roczna godzin pracy jest tam stosunkowo niska. Czynnik decydujący to wydajność uzyskana w godzinie pracy, a nie ilość godzin pracy. Potwierdzają to materiały informacyjne Międzynarodowej Organizacji Pracy z czerwca 2004 roku, według których krótszy czas pracy idzie w parze z większą elastycznością i wydajnością. Przyjęcie elastycznych form zatrudnienia, które służą zrównoważeniu życia zawodowego i osobistego, wpływa pozytywnie na wydajność.


solidarność