<< powrót


Stu byłych pracowników pozywa Biedronkę

Proces w amerykańskim stylu. Stu byłych pracowników sieci Biedronka składa do sądu zbiorowy pozew. Żądają dwóch milionów złotych odszkodowania za utratę godności

 

Barbara Karpińska (na zdjęciu) i Adam Kaptur z Bydgoszczy będą jednymi z bohaterów procesu stu. Karpińska wyszarpała już Biedronce 3,5 tys. zł, sprawa Kaptura nie weszła jeszcze na wokandę bydgoskiego sądu pracy. Jeżeli plan mecenasa Obary się powiedzie, oboje będą mogli liczyć na dodatkowe 20 tys. zł zadośćuczynienia za utraconą godność
Fot. Krzysztof Szatkowski / AG

Adam Kaptur był zatrudniony w bydgoskiej Biedronce jako kasjer-sprzedawca. Twierdzi, że ponad dwa tysiące godzin przepracował za darmo i bez badań lekarskich. Kilka miesięcy temu wytoczył Jeronimo Martins (portugalski właściciel dyskontów) sprawę w sądzie pracy o wypłatę 10 tys. zł odszkodowania za nadgodziny. Czeka na termin pierwszej rozprawy.

Wczoraj Kaptur podpisał się pod nowym pozwem - zbiorowym, w którym stu byłych pracowników Biedronek żąda od JM dwóch milionów złotych! Pieniądze mają być rekompensatą za zszarganą godność.

To drugi zbiorowy pozew w historii III RP - w styczniu Stowarzyszenie Promocji Zdrowia i Edukacji Zdrowotnej w Krakowie pozwało koncerny tytoniowe w imieniu dwóch tysięcy palaczy.

- Takie procesy będą się mnożyć. Poszkodowani w grupie mają większą szansę na wygraną - mówi mecenas Lech Obara, pełnomocnik Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Wielkie Sieci "Biedronka". W przyszłym tygodniu złoży on pozew w poznańskim sądzie pracy. - Wykażemy, że koncern notorycznie naruszał dobra osobiste. Sprawa potoczy się szybko, bo dowody na poniżanie moich klientów mam zebrane. Pracowali bez badań lekarskich, kasjerzy byli tragarzami, nie otrzymywali należnego wynagrodzenia. Potwierdzają to kontrole inspekcji pracy i zeznania dziesiątków świadków. Na początek będę reprezentował stu poszkodowanych, ale już dobijają się kolejni. Zapowiada się cykl procesów.

Dla poszkodowanych wizja zbiorowego pozwu jest atrakcyjniejsza niż procesowanie się w pojedynkę. Sprawa trafi do sądu pracy, nie muszą więc wpłacać wadium (odwrotnie niż w sprawach cywilnych). Ustalili już podział odszkodowania: dwa miliony dzielą równo po 20 tys. zł, i z tego kilka procent każdy przekaże na działalność stowarzyszenia. Mecenas Obara reprezentuje ich społecznie. Będą starali się dowieść, że Biedronka złamała kodeks cywilny i Konstytucję RP gwarantującą poszanowanie godności ludzkiej.

Sklep dyskontowy sieci Biedronka
Fot. Dariusz Kulesza / AG

Jakie mają szanse? - Wielkie, o ile udowodnią, że ich dobra osobiste zostały naruszone przez pracodawcę - uważa Waldemar Gujski, adwokat, specjalista prawa pracy.

- Przeszłam przez piekło nie tylko w markecie, ale i w sądzie - wspomina swój proces z JM Barbara Karpińska, liderka bydgoskiego oddziału Stowarzyszenia Poszkodowanych. - Siedziałam i płakałam. Po wielomiesięcznych bojach zgodziłam się na ugodę i 3,5 tys. zł odszkodowania. A walczyłam o trzy razy więcej. Byłam bez szans w walce z ich prawnikami. Teraz będzie inaczej.

Jeronimo Martins odmawia komentarza. - Nie mamy nic do powiedzenia - mówi Anna Mazurek, rzecznik JM. W przeszłości proszona o komentarz do kolejnych poczynań Stowarzyszenia Poszkodowanych Anna Mazurek każdorazowo odpowiadała, że jej firma traktuje pracowników dobrze, a stowarzyszenie powstało tylko i wyłącznie po to, żeby wyciągać od Jeronimo Martins pieniądze.


Marcin Kowalski, Michał Kopiński 02-07-2005