Supermarkety nie mogły pobierać półkowegoOpłaty za dopuszczenie towaru, których powszechnie żądają duże supermarkety, zawsze były nielegalne. Firmy mogą bronić się przed nimi.
Powierdził to Sąd Najwyższy w wyroku z 26 stycznia 2006 r. Kończy on przegraną sprawę spółki akcyjnej Jeronimo Martins Dystrybucja, właściciela sieci supermarketów Biedronka, wytoczoną jej przez jednego z dostawców. Była nim spółka z o.o. Victoria dostarczająca sprzęt sportowy. Trzy umowyPrzyszli adwersarze zawarli w 2002 r. umowę sprzedaży na rzecz właściciela sieci Biedronka, którą strony miały rozliczać na bieżąco saldami, i dwie inne będące załącznikami do niej: jedną nazwaną "zgodą na reklamowanie produktów należących do dostawcy", za co dostawca miał płacić, i drugą nazwaną "umową o nowe markety". Ta przewidywała tzw. półkowe, czyli dodatkowe opłaty za dopuszczenie towarów dostawcy do sprzedaży w sklepach. Współpraca obu firm skończyła się dość szybko, bo Jeronimo Martins sprzedała supermarkety, w których miały być sprzedawane towary dostarczane przez Victorię, spółce prowadzącej sieć Super Nowa. Sprawa w sądzieVictoria wystąpiła przeciwko Jeronimo Martins do sądu z żądaniem zapłaty za część dostarczonych towarów, za które pieniędzy nie dostała. Kontrahent twierdził, że nic nie jest winien, bo potrącił z tych pieniędzy swe należności z umów dodatkowych: za dopuszczenie towarów Victorii do nowego marketu i za promowanie jej towarów. Victoria argumentowała, że żądanie tego rodzaju półkowego było nielegalne. Sąd I instancji zgodził się z tym. Zasądził na rzecz Victorii całą żądaną kwotę z odsetkami. Sąd II instancji zmienił ten wyrok tylko co do należności za promocję, bo uznał, że towary Victorii były jednak promowane. Na podstawie tego wyroku Victoria wyegzekwowała od byłego odbiorcy ponad 82 tys. zł. Co zmieniła nowelaTymczasem w trakcie procesu ustawa z 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji została zmieniona. Takie praktyki, jak żądanie tzw. półkowego, zostały wyraźnie zakazane. Zmiany prawa nie działają wstecz. Dlatego Jeronimo Martins próbowała przekonywać, że przed wprowadzeniem tej innowacji pobieranie półkowego było legalne. Sąd z tym się nie zgodził. Także bowiem przed tą zmianą, która postawiła kropkę nad i, takie praktyki były czynem nieuczciwej konkurencji w świetle ogólnej definicji takiego czynu zapisanej w art. 3 ust. 1 ustawy z 1993 r. Według tego przepisu jest nim działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża interesom innego przedsiębiorcy lub klienta albo go narusza. Sprzeczna z prawem, czyli nieważnaUmowę w części dotyczącej opłat półkowych trzeba więc uznać za sprzeczną z prawem i zasadami współżycia społecznego. A taka umowa jest według art. 58 kodeksu cywilnego nieważna i nie wiąże stron. Victoria zatem nie była zobowiązana do zapłaty tzw. półkowego i jej kontrahent nie ma czego potrącać. Spółka Jeronimo Martins nie dała za wygraną. W kasacji przekonywała, że sądy uznały opłaty półkowe za czyn nieuczciwej konkurencji przedwcześnie. Nie zbadały rzeczywistych relacji stron, pominęły wzajemność i ekwiwalentność umowy. Twierdziła, że taka umowa w świetle obowiązującej w polskim prawie cywilnym zasady wolności umów była dopuszczalna i jest wiążąca. Ustawodawca dostrzegł nagannośćSąd Najwyższy oddalił kasację jako bezzasadną. Tak jak sądy, uznał żądanie opłaty półkowej za czyn nieuczciwej konkurencji również przed zmianą ustawy. - Konstrukcja ustawy z 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji jest taka, że w art. 3 zamieszczona została ogólna definicja takich czynów, a w następnych wskazano przykładowo, jakie "w szczególności" do nich należą - tłumaczył sędzia Antoni Górski. - Właśnie dlatego, że tego rodzaju praktyka była szeroko stosowana i że ustawodawca uznał ją za naganną, wpisano ją do art. 15 tej ustawy. Sąd Najwyższy nie zgodził się ze stanowiskiem kasacji w kwestii ważności umowy przewidującej dodatkowe opłaty za przyjęcie towaru do sprzedaży. Stwierdził, że taka umowa jest bezwzględnie nieważna (sygn. II CK 378/05).
IZABELA LEWANDOWSKA |